Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wigilia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wigilia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2013

Synkowa "Opowieść Wigilijna"

W pewien grudniowy poranek....

kiedy słońce pięknie świeciło,

a śniegu nawet centymetra nie było...

Schowałem się cały szybko do pudełka,

aby wyczaić, czy Mikołaj przez okno już zerka...
 
 

środa, 25 grudnia 2013

Historia świątecznego piernika

Wypieczone już piernikowe warstwy
  Miesiąc temu, koleżanka A. zainspirowała mnie do wyczarowania własnego wypieku na święta. Aby tradycji stało się zadość, podobnie jak ona, postawiłam na dojrzewający piernik staropolski.
   Cały psikus w tym, że w listopadzie nie czuć było jeszcze świątecznej gorączki, dlatego pełna zapału zagniotłam ciasto, aby następnie wstawić je do lodówki i na dość długo o nim zapomnieć. Trudność pojawiła się, kiedy trzeba było powiedzieć "b" i w atmosferze świątecznego szaleństwa, sprzątania, gotowania i pakowania prezentów, wygospodarować jeszcze kilka dłuższych chwil i upiec a następnie ozdobić to  "cudo". Ale jakoś się udało, a ponieważ to mój pierwszy piernik i na dodatek da się go zjeść, to się pochwalę :) 

sobota, 21 grudnia 2013

Moja i S. przygoda z kelnerowaniem...


   Szacunek dla wszystkich kelnerujących! Od teraz z pewnością będę zostawiać napiwki.
   Razem z S. w celu zarobienia dodatkowych funduszy przed świętami, co by na wigilijnym stole, pojawiło się coś więcej niż tylko kompot z suszu w wersji light, pojechałyśmy do pewnej karczmy na trasie (nazwy nie wymienię, aby nie robić reklamy), kelnerować podczas wigilii pracowniczej. Bagatela 200 osób, my zielone jak szczypiorek, ale grunt to dobra mina do złej gry i wiara we własne możliwości. Niestety, tym razem trochę je chyba przeceniłyśmy.
    Nie wiem dokładnie co z S., czy w ogóle jeszcze żyje, ale ja czuję się tragicznie. Do głowy by mi nie przyszło, że można mieć zakwasy nawet w palcach u rąk, nie wspominając o każdej pozostałej, zdefiniowanej części ciała. A kręgosłup boli mnie tak, jakby potrąciła mnie świąteczna ciężarówka coca-coli. To naprawdę bardzo ciężka, fizyczna praca i podziwiam tych ludzi, którzy decydują się na nią na stałe, bo ja będę dochodzić do siebie co najmniej przez najbliższy tydzień.  
   Dzięki Bogu, trafiłyśmy na wspaniałych ludzi, naprawdę świetną, sympatyczną brygadę, dzięki której jakoś przetrwałyśmy te, z dojazdem licząc, raptem 16 godzin udręki. Nie patrzyli na nas z politowaniem, kiedy nieporadnie nosiłyśmy po dwa talerze, podczas kiedy oni lawirowali między stolikami z sześcioma, nie prawili złośliwości, kiedy nie potrafiłyśmy obsłużyć ekspresu do kawy itp., za to pomogli nam odnaleźć się w nowej sytuacji, i stworzyli naprawdę świetną atmosferę. 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...