Uczę się nowych słów.
Do tej pory wołano do mnie "Niunia", "Mersjaczku", "Dzidzia"(?!?), "Sunia" i podobnie, znaczy... słodko do wyrzygu.Teraz w słowniku błyskotliwych zwrotów, pojawiły się nowe określenia. Ordynarne. Strach powtarzać. Do końca sama nie jestem pewna, czy to już przymiotnik, czy jeszcze czasownik. Generalnie w wersji lajtowej, brzmi to jak "idź na miejsce", powtarzane na tyle często, że to już chyba nazwa własna, traktowana jak drugie imię.

